Ach, wakacje! Czas urlopów, odpoczynku, beztroski i braku odpowiedzialności. A co robią w tym czasie rodzice? Jak organizują opiekę nad dziećmi w wakacje? Z dużym trudem.
Teoretycznie łatwiej jest z młodszymi dziećmi, bo przedszkola nie zamykają się na dwa miesiące tak, jak szkoły. Okazuje się jednak, że to tylko teoretyczne ułatwienie, bo w praktyce placówki dla przedszkolaków też mają podczas wakacji dłuższe przerwy. A rodzicom proponują zapisywanie się na dyżury wakacyjne już we wrześniu. O tym, jak nie działają dyżury wakacyjne, pisałyśmy już zresztą na blogu.
Z dziećmi w wieku szkolnym jest jeszcze trudniej. 2 miesiące wakacji, 2 tygodnie ferii zimowych, kilkudniowe przerwy podczas egzaminów ósmoklasisty, w okolicach Bożego Narodzenia i Wielkanocy plus długie weekendy i dni dyrektorskie. Wszystkie te wolne dni nijak się mają do 26 dni urlopu, którymi dysponuje rodzic. Jak w takim razie wygląda opieka nad dziećmi w wakacje?
26 dni urlopu a opieka nad dziećmi w wakacje
Matematyka jest nieubłagana. Albo każdy z rodziców (zakładając, że oboje wychowują dzieci) wybierze wszystkie dni urlopu latem (a co z feriami?) i podzielą się opieką – lipiec z mamą, sierpień z tatą, albo dziecko musi zostać samo w domu.
Dodajmy do tego, że według danych GUS z 2021 roku, ponad 2,5 miliona osób w Polsce wychowuje dzieci bez drugiego opiekuna – to 24,2% wszystkich rodzin. W tej sytuacji samodzielna mama (20,7% polskich rodzin) lub tata (3,5%) musi w pojedynkę ogarnąć opiekę nad dziećmi przez dwa letnie miesiące.
Jak się organizują rodzice, żeby zapewnić dzieciom opiekę w wakacje?
Nas ratują dziadkowie i mój luźniejszy zawodowo czas letni, więc będzie przestrzeń też na wspólny odpoczynek. Liczę, że sporo wakacyjnego czasu wypełnią mojemu synowi spotkania z sąsiadami z osiedla i szaleństwa na szkolnym boisku + nuda.
U nas brak możliwości wakacji u dziadków więc pozostaje »szycie«. Jeden turnus półkolonii, nasz rodzinny urlop, rodzice kolegów syna, oczywiście super sąsiedzi i wymienialność dzieci u siebie wzajemnie.
A niektórzy mówią wprost:
Dodajmy do tego ferie, długie weekendy, choroby i faktycznie wychodzi, że rodzic powinien rzucić pracę.
To tylko kilka komentarzy, którymi podzielili się z nami rodzice, kiedy zapytaliśmy ich o wakacyjną logistykę na naszym profilu na Facebooku.
Karolina Bury, wiceprezeska fundacji Rodzic w mieście, tak skomentowała wakacyjne zmagania rodziców w artykule „Wakacje są za długie i za drogie” w Wysokich Obcasach:
Mamy w Polsce bardzo antyrodzicielski system instytucjonalnej opieki wakacyjnej. Zapominamy, że przedszkola i żłobki powstały po to, by wesprzeć pracujących rodziców, to ich statutowy cel. Potrzebujemy mądrych rozwiązań systemowych, zwłaszcza w obliczu potężnego niżu demograficznego: otwartych w wakacje państwowych przedszkoli, popołudniowych świetlic szkolnych dla dzieci 1-3, bezpłatnych półkolonii organizowanych w godzinach pracy rodziców.
W tym samym tekście czytamy też o rozwiązaniach, które działają w innych europejskich krajach:
- Hiszpański odpowiednik polskiego „Lata w mieście” w Madrycie to 11 dni zajęć w szkole za 104 euro. Program jest gotowy na przyjęcie 13,8 tysiąca dzieci.
- We Francji wiele gmin organizuje dzienne ośrodki rekreacyjne dla dzieci w wieku 3-12 lat z dodatkowo płatnym wyżywieniem (2-3 euro za dzień).
- Niemieckie i austriackie dzieci korzystają z programu HORT, czyli systemu opieki pozalekcyjnej dla dzieci do 12. roku życia. Za ok. 200 euro na miesiąc uczniowie korzystają z zajęć plastyczno-muzyczno-sportowych (w cenie jest też obiad i przekąski).
- W Szwecji w wakacje otwarte są wszystkie publiczne przedszkola, a dzieci ze szkół podstawowych mogą skorzystać z bezpłatnych (lub niskokosztowych) letnich programów w domach kultury, bibliotekach czy szkołach.
Programy finansowane są z budżetu państwa lub przez samorządy, a płatna opieka jest tańsza dla rodzin mniej zamożnych czy z kartą dużej rodziny. Tak, żeby każde dziecko – niezależnie od tego, ile zarabiają rodzice – mogło być objęte opieką w wakacje.
A ile trzeba wydać na wakacyjną opiekę nad dzieckiem w Polsce?
Opieka nad dziećmi? W wakacje wydasz na nią nawet średnią krajową
Jak podaje Infor.pl średnia krajowa netto w 2025 roku to 6242,38 zł. Czy dwie średnie pensje wystarczą, żeby zapewnić jednemu dziecku opiekę podczas wakacji?
Wiele zależy od tego, jaką ofertę przygotował samorząd. Przykładowo we Wrocławiu ponad 30 szkół organizuje w lipcu półkolonie, a tygodniowy turnus kosztuje niecałe 250 zł (plus wyżywienie). Wystarczy więc, że rodzice zaplanują urlop w sierpniu, odłożą 1000 zł (lub 2 razy tyle na dwójkę potomstwa) na półkolonie w lipcu i już! Opieka nad dziećmi w wakacje załatwiona.
A gdyby tak wybrać wakacje na sportowo? Proszę bardzo, 5 dni takich zajęć w Lublinie to 550 zł. Sportowe półkolonie premium w Warszawie to koszt 1050 zł za 5 dni, podobnie w Katowicach – 1090 zł za 5 dni.
Można się też zdecydować na półkolonie tematyczne – program „Mały Geniusz” w Lublinie (warsztaty ogólnorozwojowe i opieka) w cenie od 699 zł czy półkolonie z robotyką i Minecraftem od 889 zł. Ceny oczywiście za tydzień/5 dni, więc trzeba je pomnożyć razy 2 lub 3.
Wszystkie te oferty porównał Bankier.pl w artykule „Półkolonie 2025. Tyle kosztuje tydzień spokoju dla rodziców”. Większość z nich – jak to półkolonie – odbywa się w szkole, czyli w murach budynku, od którego dzieci miały w wakacje odpocząć.
Sprawdźmy więc oferty wyjazdowe: obozy lub kolonie. Dziesięciodniowy obóz w górach kosztuje 2500 zł, 9 dni w Borach Tucholskich to wydatek 2800 zł, a za 10 dni na obozie konnym w Bukowinie Tatrzańskiej trzeba zapłacić 3400 zł (a może być jeszcze drożej).
Tak więc najtańszy tydzień to 250 zł. A gdzie reszta wakacji? Jak zapewnić dziecku opiekę przez 2 miesiące, kiedy urlop to tylko 26 dni? Jak doszło do sytuacji, w której rodzice muszą robić logistyczne fikołki, żeby zapewnić swoim dzieciom zajęcia i opiekę w lipcu i sierpniu. I czy zawsze tak było?
Kolonie i inne formy opieki nad dziećmi w wakacje za PRL-u
Teraz to nie ma czasów, kiedyś to były czasy! Okazuje się, że w przypadku opieki nad dziećmi w wakacje może to być prawda. A rodzice dzisiejszych rodziców nie rozumieją tego całego wakacyjnego narzekania, bo po prostu było im łatwiej.
Po pierwsze, w dzieciństwie milenialsów bardzo dużą rolę odgrywali babcia z dziadkiem. Ich dzieciństwo to długie wakacje u dziadków na wsi albo babcia czy dziadek (lub oboje) mieszkający w tym samym bloku lub przynajmniej w tej samej miejscowości. Rodzice małych milenialsów o wiele częściej mogli liczyć na pomoc swoich rodziców w opiece nad dziećmi.
Po drugie, przed 1989 rokiem państwo zapewniało dzieciom opiekę w wakacje pod postacią kolonii. Kolonii dłuższych niż tygodniowy turnus i tańszych niż obecnie dostępne opcje. „W 1972 r. pobyt dziecka na 26-dniowym turnusie kosztował średnio 1,3 tys. zł, przy czym dotacja z budżetu państwa wynosiła 860 zł, resztę dopłacali rodzice (średnia płaca wynosiła wówczas 2509 zł)”. W 1975 roku na kolonie wyjechało 7,6 mln dzieci (był to najlepszy rok w historii tych zorganizowanych wyjazdów dla dzieci).
A po trzecie, w obydwu powyższych przypadkach rodzice nie mieli (większych) oporów przed wysłaniem swoich pociech na dłuższy wakacyjny wyjazd. Pobyt u dziadków wiadomo – był wyjazdem do rodziny, w znajome oswojone otoczenie. Kolonie były z kolei często okazją do spędzenia czasu z koleżankami lub kolegami znanymi ze szkoły, lub z podwórka (były to zakładowe kolonie, a to znaczy, że jeździły na nie dzieci z zakładowych osiedli).
Każdy z tych wyjazdów był więc częścią systemu (tej wspominanej często „wioski”), który wspierał rodziców i pomagał im między innymi w zorganizowaniu opieki nad dziećmi w wakacje. Jak mogłaby wyglądać taka wspierająca w opiece „wioska” dzisiaj?
Karolina Bury podpowiada, że rodziców mogłyby w letnich miesiącach wspierać placówki dla dzieci i wyjaśnia:
Decyzja o otwarciu publicznych przedszkoli czy żłobków w wakacje należy do samorządów. To one decydują, jak będzie zorganizowana praca danej placówki. To wyłącznie kwestia dobrej organizacji pracy nauczycieli, tak by oni też mogli skorzystać z urlopów i odpocząć w czasie wakacji. Musimy się jednak o to głośno dopominać. W każdym przedszkolu są rady rodziców, które mogą negocjować z dyrekcją organizację pracy danej placówki.
Więcej informacji o tym, jaki wpływ na organizację pracy żłobków i przedszkoli mogą mieć rodzice i Rady Rodziców znajdziesz w naszej „Wyprawce Rodzica” → POBIERZ JĄ TUTAJ.
Władze miast, które chcą przyciągać (lub zatrzymać na miejscu) młodych rodziców z dziećmi, powinny zadbać o wakacyjne zajęcia w domach kultury, muzeach czy bibliotekach. Przy czym samo przygotowanie takiej oferty to nie wszystko, trzeba też z nią dotrzeć do samych zainteresowanych – rodziców i dzieci.
I na koniec jeszcze raz problem, od którego wyszłyśmy – liczba dni wolnych w pracy vs. dni wolne od nauki. Pracodawcy muszą brać pod uwagę sytuację rodziców, których zatrudniają. Rodziny potrzebują większej elastyczności w organizacji pracy (praca zdalna, w niepełnym wymiarze, pierwszeństwo w wyborze terminów urlopów dla rodziców) oraz benefitów związanych z wychowaniem dziecka (dopłaty do żłobków, przedszkoli i innych form opieki oraz wyjazdów wakacyjnych).
Ministerstwo Edukacji z kolei mogłoby zajrzeć do różnych europejskich krajów i wdrażać ściągnięte od nich rozwiązania, które wspierają rodziców, w naszym systemie szkolnym. Na przykład postawić na placówki otwarte dla dzieci w lipcu i sierpniu (jak w Szwecji) czy krótsze, ale częstsze przerwy od nauki (jak w niemieckich szkołach). Bez takich rozwiązań opieka nad dziećmi w wakacje nadal będzie dla rodziców logistycznym i finansowym wyzwaniem.


Dziękuję za poruszenie tak ważnego tematu! Zgadzam się, że organizacja opieki nad dziećmi w wakacje to dla wielu rodziców ogromne wyzwanie. Brak dostępnych miejsc w przedszkolach czy świetlicach, ograniczona liczba dni urlopu oraz brak systemowego wsparcia sprawiają, że rodzice często muszą improwizować. Wasze przykłady pokazują, jak różne mogą być strategie – od korzystania z pomocy dziadków, przez półkolonie, po wzajemną pomoc sąsiedzką. To smutne, że w Polsce wciąż brakuje kompleksowych rozwiązań, takich jak letnie programy opiekuńcze czy elastyczne godziny pracy, które wspierałyby rodziny. Ciekawe, że w innych krajach europejskich takie inicjatywy są już standardem. Mam nadzieję, że Wasz głos przyczyni się do zmian w tym zakresie.