Wybór matki

1 września zbliża się nieubłagalnie. Już od dobrych kilku tygodniu, niemalże na wszystkich portalach i blogach parentingowych znaleźć można zestawienia, rankingi i porady dotyczące najlepszych wyprawek przedszkolnych i szkolnych. I zapewne też część z Was wyśle swoje pociechy pierwszy raz do żłobka, a samemu wróci do pracy.

Zaraz po porodzie dokonałyście wyboru, czy korzystacie z 6 czy 12 miesięcy urlopu macierzyńskiego i tym samym zadeklarowałyście, przynajmniej wstępnie, powrót do pracy. Ja również. Ale im bliżej było tego momentu, tym więcej pojawiało się trudności. I bardzo bym chciała, żeby tytuł tego posta brzmiał: „Wybór rodziców”, ale niestety rzeczywistość wygląda tak, że jest to wybór matki. A właściwie to decyzja, bo ciężko mówić o wyborze, kiedy opcji praktycznie nie ma. Decyzja co zrobić ze swoim dzieckiem, gdy pora wrócić do pracy.

4875583109_44f92c951b_z
Żłobek, plac zabaw

Rodzice jednego dziecka mają pod górkę. Być może dla niektórych brzmi to dziwacznie, bo przecież z jednym dzieckiem jest o połowę mniej pracy niż z dwójką, nie mówiąc już o trójce. Pracy może jest i mniej, ale mam poważne wątpliwości czy jest też łatwiej. Dlaczego?

  1. Nie ma żadnych szans na publiczny żłobek. Nawet zapisując dziecko zaraz po urodzeniu, nawet mieszkając i płacąc podatki w dzielnicy o najmniejszym w Warszawie przyroście naturalnym, będąc rodzicem z jednym dzieckiem nie ma się szans na żłobek. Po rekrutacji, gdy dziecko skończyło rok, byliśmy 105 na liście, czyli bez szans nawet gdy część rodziców zrezygnuje w trakcie roku szkolnego. Ale to i tak podobno nie dramat, bo w dzielnicach licznie zamieszkałych przez młodych rodziców podobno można trafić na miejsce trzysetne (sic!). A to w dużych miastach. Co z mieścinkami gdzie opieki żłobkowej w ogóle nie ma? Bo żłobki publicznej są statystycznie w co dziesiątej gminie. A reszta?
  2. Żłobki prywatne są mało dostępne. Jeśli nie masz miejsca w żłobku publicznych to szukasz w prywatnym. Proste. A jednak nie do końca. Gdy już zaczęłam szukać żłobka prywatnego okazało się, że żłobków prywatnych jest jak kot napłakał, miejsca w nich już są dawno zajęte, a opieka w nich jest wątpliwej jakości. Niestety te, które odwiedziłam nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. A wcale nie mam mega wymagań, wiem jakie są realia. Ale z drugiej strony, jeżeli poświęciłam rok z życia na to, żeby swojemu dziecku gotować i spędzać z nim aktywnie czas, to czy naprawdę mam się godzić na kromkę z dżemem lub parówkę na śniadanie i spacer raz w tygodniu? Te „lepsze” żłobki, a może bardziej świadome potrzeb małych dzieci, mają listę oczekujących dość długą. A kosztują ponad połowę średniej krajowej.
  3. Niania kosztuje 3/4 pensji. Nic więc dziwnego, że rynek kwitnie, a rodzice dwoją się i troją, żeby znaleźć kogoś komu będą w stanie zaufać. Wklikując kryteria w popularnym serwisie niania.pl wyskakuje mi ponad 5 tys. pozycji. Jak mam znaleźć kogoś odpowiedniego? A potem codziennie chodzić do pracy i zastanawiać się jaki to ma sens, że ktoś obcy siedzi cały dzień z moim dzieckiem, ja siedzę cały dzień w robocie, z której po opłaceniu pensji tego obcego zostaje mi na waciki? Tak wiem,  doświadczenie zawodowe, składka emerytalna, rozwój. Ale szczerze? Jaki rozwój w ten sposób gwarantuję swojemu dziecku?
  4. Nie łapiesz się na 500+. Bo rząd wyliczył, że nie dla wszystkich wystarczy, więc ktoś stwierdził, że nie damy tym z rodzin 2+1. Moim zdaniem to strzał w stopę. Bo jeśli Program 500+ ma zachęcać ludzi do posiadania dzieci, to gdzie tu logika? Ponad 50% par w Polsce ma tylko 1 dziecko i nie decyduje się na kolejne. Haha. Zgadnijcie dlaczego? Jeśli na starcie ma się tak pod górkę to sorry, ale nie ma się co dziwić. Bo gdyby rodzice jednego dziecka dostawali chociażby te 500 zł więcej, to może stać by ich było na prywatny żłobek, zatrudnienie niani albo zmniejszenie wymiary czasu pracy, żeby jednak móc dłużej przebywać z tym, nadal małym, człowiekiem.  Więc jak masz jedno dziecko to nie masz nic, a jak masz 2 to masz pierszeństwo w dostępie do żłobka dla obydwojga dzieci i 500 zł, które możesz wydać dowolnie. Trochę to wyglądaj jak metoda kija i marchewki. Jedno – kij i się męcz człowieku, dwa i więcej – marchewka, czyli nagroda.

I nie zrozumcie mnie źle, generalnie uważam, że z dwójką i trójką jest ciężej. I finansowo i logistycznie. Ale jeśli nie pomagamy tym co zaczynają, to nie oczekujmy cudów.

Blisko połowa niepracujących kobiet, które wychowujących dziecko w wieku 0-3,  zdeklarowała że nie pracuje, bo właśnie ma problem z połączenie obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem.(1)

Jaki jest tego efekt? A no taki, że w grupie wiekowej 25-29 lat kobiet niepracujących, które mają dzieci jest aż 3,6 raza więcej niż kobiet niepracujących bezdzietnych. W grupie wiekowej 30-34 lata jest to aż 5,5 raza więcej! I ma to swoje konsekwencje w przyszłości, bo gdy dzieci podrastają i łapią się już na państwową opiekę przedszkolną, kobiety które chcąc wrócić do pracy spotykają się z kolejnym problemem – nikt ich nie chce zatrudnić. Bo za długo w domu siedziały, bo z rynku wypadły, bo sytuacja w firmie się zmieniła.

Ja – matka jednego dziecka, chcąc wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim do pracy nie czuję, że mam jakikolwiek wybór. Ba, czuję, że moje opcje są bardzo ograniczone, a każda z nich sprowadza się do kalkulowania co jest mniejszym złem. Czuję, że państwo mnie nie wspiera, bo preferuje inne modele, które ktoś uznał za lepsze. Czuję, że rynek się na mnie bogaci, bo prywatna opieka kosztuje krocie, a ja muszę za nią zapłącić, bo nie mam innej opcji. A i tak będą mnie dręczyć wyrzuty w pracy, i tak nie będę dyspozycyjna jak moi bezdzietni koledzy i koleżanki, chociaż będę sobie zdzierać obcasy biegnąc z pracy do żłobka, bo wstyd odebrać dziecko na końcu, ze żłobka do pracy, bo spóźnić się nie można. A i tak usłyszę od tej czy innej życzliwej kobiety, że nie mam serca oddawać takiego małego dziecka do żłobka.

6185579100_d6873d6554_z
Żłobek, szatnia
Źródła:
(1) „Praca zawodowa a obowiązki rodzinne”, badanie GUS na zlecenie Eurostatu na próbie BAEL w wieku 15-64 lata.
(2) Ocena potencjalnych skutków regulacji prawnej dotyczącej wydłużenia okresu zakazu zwalniania kobiet z pracy po urodzeniu dziecka.Irena Wóycicka i Anna Matysiak -IBNGR Prof. dr hab Urszula Sztanderska – WNE UW.

9 uwag do wpisu “Wybór matki

  1. Po pierwszej ciąży wracałam do pracy, kiedy syn miał 4,5 miesiąca. Nie miałam wyboru. Niania „zjadła” całą jedną pensję. A i tak był to lepszy wybór niż żłobek. Którego i tak nie było. Drugiego syna zapisałam do żłobka tuż po urodzeniu… dostał się do niego, bo miał brata. Wkurza mnie straszliwie, że mamy taki „wybór” jaki mamy, czyli żaden.

    Polubienie

  2. Zgadzam się, że jest problem z opieką nad dzieckiem 1-3 lata. My nasze oszczędności musieliśmy „zainwestować” właśnie w nianię, którą musiały mieć obie córki i to nie w jednym czasie. Potem posiłkowaliśmy się prywatnym punktem opieki dla dzieci (4 lata temu takie były) i prywatnym żłobkiem. Na szczęście niedługo i młodsza pójdzie do przedszkola, więc 500+ wydamy właśnie na przedszkole dla obu córek.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Jest to problem. Ja nie miałam możliwości nawet zaczęcia pracy zawodowej, gdyż jeszcze w ciąży kończyłam ostatni semestr na studiach, a jak syn miał niecały roczek broniłam pracy dyplomowej. Do dzisiaj niestety, nie pracuje aktywnie w zawodzie, bo jako świeżak po studiach nie mogłam liczyć na wysokie zarobki i koszty się nie kalkulowały… Teraz chciałam zapisać syna do „obowiązkowo należnego” podobno miejsca w publicznym przedszkolu, ale jak podzwoniłam okazało się, że dla 3latków miejsce gwarantowane jest dopiero od września 2017:/ Wolnych miejsc oczywiście nie ma:(

    Polubienie

  4. Przeżyliśmy żłobek. Synek miał 8 miesięcy i cudem nam się z miejskim żłobkiem udało (ale w mieście był poza nim tylko jeden prywatny, też obłożony). Długo by opowiadać o chorobach, o walkach z dyrekcją czasami itepe. Ale trzeba było wracać do pracy.
    Problem się nie skończył. Otóż dzięki reformie związanej z sześciolatkami zostającymi w przedszkolach sytuacja powtórzyła się w tym roku z „wyborem” przedszkola. Nie było wyboru. Były tylko dwa, które były gotowe przyjąć J. W tym do jednego się nie dostał.
    Czy powinnam dziękować za to, że się udało (i to do prywatnego, bo na miejskie w ogóle nie było szans)? Cieszę się tylko z tego, że dobrze trafił, bo przedszkole okazało się naprawdę fajne.
    Niemniej Twój post o braku wyboru jest trafiony w dziesiątkę… Obawiam się, że dzięki tegorocznej reformie w przyszłym roku sytuacja jeszcze się pogorszy. Świadczy już o tym fakt, że koleżanka musiała posłać swojego 2,8-letniego syna do żłobka, bo na przedszkole nie było co liczyć. Dostał się przez LOSOWANIE, czyli można rzec, że trafili szóstkę w totka. Niestety w rzeczywistości już to tak różowo nie wygląda…
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    Polubienie

    • Dzięki Evi! Faktycznie reforma robi swoje, ja już też spotkałam się szukając żłobka z informacją, że rekrutacji dla roczniaków w ogóle nie było, bo 3 latki nie poszły do przedszkola, bo 6 latki nie poszły do szkoły.

      Polubienie

  5. Miejsce trzysetne to niekiedy optymistyczny wariant – u nas córka znalazła się w 6 setce oczekujących na żłobek państwowy, a ma siostrę, płacimy podatki i pracujemy w naszym mieście…na razie jesteśmy w domu i chodzimy na wycieczki, a co potem… zobaczymy….trzeba będzie dokonać wyboru. W niektórych miastach jest możliwość otrzymania dopłaty do żłobka prywatnego ze środków samorządowych, jeśli dziecko nie dostało się do placówki państwowej. W naszym mieście niestety nie ma tego rozwiązania.

    Polubienie

  6. […] Całą dyskusję na nowo, bo był taki czas kiedy temat rodzin zamarł, oczywiście rozpoczęło sławne już 500 plus. Nie będę przytaczać tu argumentów przeciw, tych które pojawiały się i na forach czy fejsbukach, ale też podczas telewizyjnych debat, szczególnie tych przedwyborczych. Jak nie utożsamiam się z obozem rządzącym, tak uważam że kierunek słuszny, wykonanie już niekoniecznie. Słuszny, bo to pierwszy w Polsce program, który jakoś realnie wpływa na sytuację rodzin, zostawia im prawo wyboru na co przeznaczyć środki i pozwala chociaż trochę zatrzeć status klasowy. Bo dowodów na to, że „patologia” przepija nie ma żadnych, a ci co się śmieją z tego, że jak ludzie dostali 500 plus to wzrosła sprzedaż elektroniki ewidentnie nie są w stanie sobie wyobrazić jak to jest, gdy w klasie jest jedno jedyne dziecko, które w domu nie ma telewizora i nie wie czym jest „Gra o tron”, albo jak wygląda Kuźniar. Tym prześmiewcom ewidentnie obce jest też pojęcie „wykluczenia społecznego”, które od kilku już lat jasno wskazuje, że w XXI w. brak dostępu do komputera jest wykluczający. Więc wybaczcie, ale gdyby cały mój domowy budżet szedł na jedzenie i przybory szkolne, a moje dziecko od lat pisałoby list do Mikołaja o tablet, to też bym go kupiła za ekstra kasę. Ale to wcale nie znaczy, że co miesiąc bym szła sobie kupić nowy. A wspomniane wykonanie, a w szczególności totalnie rozwalający ideę 500 plus warunek drugiego dziecka? O tym już kiedyś pisałam, więc zainteresowanych odsyłam TU. […]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s