Close

Let’s fly away…

Z dziećmi czasem też się chce wyjechać. Na wakacje na przykład. Miasto, a Warszawa w szczególności, oferuje różne sposoby ucieczki. Dzisiaj piszę o jednej z nich, czyli o podróży samolotem.

Praktycznie we wszystkich liniach lotniczych dzieci do 2. roku życia podróżują za darmo (czasami trzeba zapłacić za opłaty lotniskowe i/lub podatek). Niemowlę siedzi na kolanach rodzica, opiekuna, czy kogo tam zwał. Darmowy jest także przewóz wózka dziecięcego i fotelika samochodowego, a czasami także składanego łóżeczka dziecięcego . Jeśli chcemy, żeby niemowlę siedziało w foteliku podczas podróży konieczne jest wykupienie dodatkowego miejsca (zazwyczaj przez call center, bo formularze online nie dają takiej możliwości), no bo fotelik musi być przypięty na miejscu potencjalnego pasażera. W toaletach w samolocie są przewijaki, chociaż w niektórych samolotach naprawdę małe, co jest proporcjonalnie zależne od wielkości samolotu.

samolot_przewijak

A jak się podróżuje w praktyce? Różnie, niestety w zależności od linii lotniczej, czyli generalnie od pieniędzy które wydaje się na lot. Zacznę od tych tanich. W WizzAir podróżując z niemowlęciem do 2. roku życia obowiązuje nas tzw. priority boarding, czyli pierwszeństwo wejścia na pokład. Ale – 🙂, zarówno w WizzAir jak i Ryanair priority boarding można też wykupić, co w praktyce oznacza, że i tak musimy swoje odstać w kolejce, chociaż mniejszej. Jeśli zdecydowaliśmy się poruszać z wózkiem, aż do wejścia do samolotu to czeka nas spora gimnastyka. Tanie linie tną koszty na obsłudze lotniskowej, w związku z czym do samolotu zazwyczaj jesteśmy transportowani autobusem. Przy boardingu nie są uruchamiane windy, więc do autobusu trzeba zejść po schodach. Gdy poprosiłam obsługę WizzAir o pomoc usłyszałam, że niestety nie ma takiej możliwości. Gdy zapytałam jak mam sama zejść po schodach z dzieckiem, wózkiem i bagażem podręcznym usłyszałam, że na pewno ktoś z pasażerów mi pomoże, jeśli tylko poproszę 🙂. Także samo wejście do samolotu też nie jest proste. Aby oddać wózek do luku bagażowego trzeba go złożyć. Oczywiście obsługa nie pomaga. W związku z czym muszę posadzić moje, jeszcze nie stojące, dziecko na płycie lotniskowej (sic!) i złożyć wózek. A gdy już wdrapię się z dzieckiem w jednej ręce, z walizką w drugiej Pani stewardesa prosi o kartę pokładową. Ja w zamian proszę o włożenie mojej walizki do luku nad głową. I co słyszę? Że obsługa nie podnosi bagaży. Wow. Ale z pewnością znajdzie się jakim miły pasażer, który mi pomoże. Jeśli tylko poproszę. 🙂. Możecie się domyślić jak wygląda wysiadanie z samolotu. Ale nie będę odradzać, bo ludzi są bardziej i mniej zdeterminowani, niektórym cel wynagradza środki (co sama często praktykuję), więc sami oceńcie ile macie pary w rękach. 

W liniach nie tanich, czyli “normalnych” 🙂 podróż wygląda generalnie podobnie (bo samoloty wyglądają podobnie) różni je tylko standard obsługi. Stewardesy i stewardzi są milsi, pomagają w załadowaniu się do samolotu, jak jest miejsce to przesadzą do pustego rzędu i ze szczegółami tłumaczą co i jak. To co i jak to kwestia umiejscowienia przewijaka w toalecie, zapięcia pasów i ewentualnego używania kamizelki ratunkowej (czemu poświęcę osobny wpis już niebawem).

A jeśli chcecie poczytać jak wygląda spędzanie czasu z dzieckiem na lotnisku, to pisałam o tym tutaj: Terminal

 

0 thoughts on “Let’s fly away…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *