Close

Jej pojawienie się z dzieckiem w Sejmie wywołało….zdziwienie. A to był dopiero początek.

Z Kornelią Wróblewską, posłanką, która przyszła do Sejmu ze swoją dwumiesięczną córką, rozmawiamy m.in. o jej motywacjach szybkiego powrotu do pracy i karmieniu piersią w miejscach publicznych.

Rodzic w mieście: Czy po pojawieniu się dziecka odczuła Pani jakąś zmianę w swoim życiu, w kontekście korzystania z miasta i uczestniczenia w życiu społecznym? Ja bardzo szybko przekonałam się, że już nie mogę robić zakupów w sklepie za rogiem, bo futryna drzwi jest tak wąska, że nie wjadę do środka wózkiem, albo że nie zawsze mogę gdzieś dotrzeć tą drogą co zawsze, bo po drodze jest przejście podziemne, które teraz do tej pory nie było dla mnie żadnym problemem, a teraz jest.

Kornelia Piotrowska: Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale ja bardzo mało korzystam z miasta. Po porodzie bardzo szybko wróciłam do pracy i poruszam się w przestrzeni dom – biuro. Moje biuro jest niedostępne, bo są schody, więc moja asystentka zawsze musi mi pomóc wnieść wózek. Sejm jest już dostępny, ale w nim faktycznie się okazało, że drogi którymi zazwyczaj chadzałam, są już dla mnie niedostępne. Jest tam sporo schodów, sporo przejść jest pod ziemią, w związku z czym trzeba wejść i zejść po schodach. Okazało się, że windy są poukrywane, bo były dobudowywane do budynku i często znajdują się np. za jakimiś drzwiami. W związku z tym dostrzegam problemy w ramach Sejmu. Ale to, że miasto jest niedostosowane to wiem doskonale, bo od lat współpracuję z osobami niepełnosprawnymi. Oni niezmiennie od lat borykają się z absurdami architektonicznymi. Zdarzyło mi się też przyjechać metrem do pracy. Wysiadłam z córką w wózku w centrum i nie mogłam znaleźć windy w podziemiach, żeby wydostać się w stronę ul. Brackiej. Okazało się, że winda jest w toalecie, co poza tym, że jest absurdalne samo w sobie, to ogranicza do niej dostęp w godzinach, gdy toaleta jest nieczynna. Zakupy natomiast robię zazwyczaj w galerii handlowej. Te zaś są już zazwyczaj dostosowane do wózków.

RwM: Szuka Pani tych galerii, które są przyjazne rodzinom, które mają dedykowane miejsca parkingowe, przewijaki, dają możliwość podgrzania posiłku dla dziecka, czy mają specjalne miejsca do karmienia piersią?

K.W.: Najczęściej chodzę do galerii blisko mojego domu i wiem że w niej jest przewijak. Natomiast jeśli chodzi o karmienie piersią, to zdarzyło mi się kilka razy zapytać o takie miejsce i usłyszałam, że jest do tego toaleta. Dlatego zwyczajnie karmię na ławce lub w restauracji.

RwM: Rozumiem, że nie ma Pani problemów z karmieniem córki w miejscu publicznym.

K.W.: Nie.

RwM: A spotkała się Pani z jakimiś uwagami, komentarzami, krzywymi spojrzeniami?

K.W.: Nie, do tej pory nie miało to miejsca. Byłam z córką w kinie, w którym też karmiłam, w galerii handlowej, czy chociażby podczas ostatnich głosowań na sali plenarnej w Sejmie. Zapytałam siedzących obok mnie kolegów czy nie będzie im to przeszkadzało. Nie zgłosili żadnego sprzeciwu, wręcz przeciwnie – ich reakcja była bardzo pozytywna. A były to osoby nie tylko z mojej partii.

Kornelia Wróblewska karmi piersią w Sejmie

RwM: Czy Pani pojawienie się w Sejmie z córką wzbudziło zdziwienie? Jaka była reakcja posłanek i posłów?

K.W.: Bardzo pozytywna. Wszyscy widzieli mnie w ciąży i nawet spotkałam się z propozycją pomocy ze strony posłów i posłanek, którzy są lekarzami i pielęgniarkami. Mój powrót do pracy był naturalną kontynuacją. Nie było z tym żadnego problemu. W Sejmie pomaga mi teściowa, babcia Tosi. Złożyłam pismo o udostępnienie pokoju dla mnie i córki, ponieważ chcę godzić pracę i opiekę nad dzieckiem i taki pokój został mi przydzielony. Jest w nim łóżeczko dla dziecka, komoda z przewijakiem i cały czas może tam ktoś z dzieckiem przebywać. Dzięki temu córka towarzyszy mi zarówno w biurze, jak i w Sejmie i jeśli musze ją nakarmić, to nie ma z tym żadnego problemu.

RwM: Informacja o Pani pojawieniu się w Sejmie poruszyła wiele osób, m.in. na naszym fanpage’u pojawiły się pytania, dlaczego się Pani na to zdecydowała i pytania o urlop macierzyński.

K.W.: Mi nie przysługuje urlop macierzyński, ani żaden inny, z tego powodu, że ja nie mam formalnego pracodawcy. Jeśli nie biorę udziału w posiedzeniach, w komisjach i głosowaniach to pieniądze są mi odpowiednio ucinane, jeśli taka nieobecność jest nieusprawiedliwiona. W moim przypadku oczywiście usprawiedliwienie zostałoby uznane i nie musiałabym jeszcze przychodzić na posiedzenia Sejmu, ale ja chcę pracować. Z kilku powodów. Spędziłam w domu dwa miesiące i stwierdziłam, że jeśli zostanę jeszcze kolejne to w ogóle nie będę w stanie wrócić do pracy. Po pierwszej ciąży miałam depresję poporodową i to było dla mnie bardzo trudne. Teraz, będąc w domu zaraz po porodzie, i tak pracowałam. Dlatego stwierdziłam, że jeśli Tosia jest zdrowa i większość czasu śpi, to nie ma różnicy czy będzie spała w domu, w biurze czy w hotelu poselskim pod okiem babci, a ja obok będę pracować. Taki układ jest dla mnie dużo lepszy. Mam swoją pracę, jestem zobowiązana wobec moich wyborców. Ciążyło mi też to, że mogę usłyszeć, że siedzę w domu, “nic nie robiąc” za pieniądze podatników. Dlatego jestem zaskoczona głosami, które zarzucają mi szybki powrót do pracy z dzieckiem u boku. Uważam, że to jest indywidualna sprawa.

26233613_1957453117909683_793850680992683649_o

RwM: W kwestii powrotów do pracy. Obecne prawo gwarantuje kobiecie powrót po urlopie macierzyńskim lub wychowawczym na dotychczasowe stanowisko lub inne adekwatne do kompetencji i dotychczasowego wynagrodzenia. Jednak zdarza się tak, że kobieta w pierwszym dniu pracy, gdy okres chroniony już mija, dostaje do ręki wypowiedzenie. Czy uważa Pani, że takie praktyki powinny być prawnie zakazane lub karane? I czy mogłoby to pozytywnie wpłynąć na wskaźnik dzietności?

K.W.: Z jednej strony mówimy, że coraz mniej dzieci się rodzi i Polki nie decydują się na bycie mamami, a z drugiej strony my naprawdę nie mamy przestrzeni na to, aby się decydować na rodzenie dzieci. Jedną z rzeczy jest właśnie kwestia powrotu do pracy czy też umożliwienia godzenia pracy z byciem mamą. Pracodawca chce mieć pracownika, który będzie cały czas dostępny i nie będzie ograniczony dziećmi, czy nawet partnerem, z drugiej strony pojawia się coraz więcej firm, nowoczesnych korporacji, które przystosowują swoje miejsca pracy dla potrzeb matek. Dzisiaj pracodawca wie, że zadowolony i szczęśliwy w życiu prywatnym człowiek jest też dobrym pracownikiem. Moim zdaniem prawo jest potrzebne, ale bez edukacji i podnoszenia świadomości i tak nie będzie respektowane, co nadal ma miejsce chociażby w przypadku zatrudniania na tzw. “umowy śmieciowe”.

RwM: Jak Pani ocenia obecną politykę prorodzinną. Czego wg Pani brakuje, aby rzeczywiście można było nazwać te działania polityką prorodzinną? Czego osobiście Pani – jako mamie – brakuje?

K.W.: Mnie osobiście niczego nie brakuje, bo ja zawsze sama dawałam sobie radę. Gdy decydowałam się na dziecko, to ze świadomością, że jeśli pomoże babcia to fajnie, ale muszę sobie radzić sama i nie oglądać się na innych. Była to moja decyzja, moje pragnienie i nie mogło to być kosztem innych rzeczy.

RwM: To znaczy, że jest Pani w komfortowej sytuacji, raczej w mniejszości. Dane jasno pokazują, że decydujemy się na dzieci coraz później i to nie ze względu na dojrzałość emocjonalną, a na dorobek finansowy, a gdy już się decydujemy na dzieci to najczęściej na jedno. Gdy mamy już dziecko to okazuje się, że powrót do pracy jest trudny, bo nie ma żłobków, babcia niekoniecznie mieszka blisko, a na nianię nas nie stać.

K.W.: Zgadza się. Byłoby cudownie, gdyby żłobki były dostępne dla wszystkich. My przy pierwszym dziecku też nie dostaliśmy się do żłobka państwowego, musieliśmy korzystać z placówki prywatnej, a później z prywatnego przedszkola. I oczywiście tak,  było mnie na to stać, ale dlatego że pracowałam. Mogłam zostać w domu i nie pracować, ale byłoby to trudne, bo gdy syn miał 1,5 roku to się rozwiodłam i byłam zdana sama na siebie. Gdy poszłam do przedszkola publicznego i powiedziałam, że jestem matką samotnie wychowującą dziecko, to usłyszałam od dyrektorki, że tutaj są same matki samotnie wychowujące dzieci. Więc tak, w tej kwestii Państwo nie pomaga. Utrzymanie dziecka jest bardzo drogie, ale uważam, że jest to kwestia samozaparcia. Są już darmowe podręczniki, szczepienia, więc część wydatków odchodzi.

NjA2MTg5JwNufWJiUwE2XnkBYjBJQj4DLFVjJAsaf11xA35lUwZ4WGwDfmNTBXladAZ0ewxUPAcoVyM9Ahg-AyRAPj0GGyQaJg==

RwM: Czy Pani partia .Nowoczesna ma jakieś projekty ustaw wspierających rodziny?

K.W.: Cały czas nad tym pracujemy. Mamy program “Aktywna Rodzina”, który cały czas rozwijamy, szukamy rozwiązań, które byłyby alternatywą chociażby dla 500+. Nasze propozycje odnoszą się m.in. do aktywizacji kobiet, bo dzisiejsze rozwiązania prawno-socjalne nie zachęcają do pójścia do pracy, zwłaszcza po porodzie. Uporządkowanie prawa przydałoby się też w sferze działalności gospodarczej i wsparcia kobiet prowadzących własne firmy. W naszej grupie “Nowoczesna Kobieta”, do której należą aktywnie zawodowo kobiety, wypracowywane są m.in. rozwiązania różnych absurdów prawnych w tym zakresie.

RwM: Co Pani sądzi o rozwiązaniach takich jak przymusowe dzielenie urlopu rodzicielskiego? Czy Państwo powinno narzucać takie rozwiązania tym samym zdejmując trochę ciężar macierzyństwa i trudnego powrotu do pracy z barków kobiet i przeniesienia go też na mężczyzn, czy wg Pani Państwo nie powinno, aż tak bardzo ingerować w tę kwestię?

K.W.: Uważam, że powinna być możliwość wyboru. Jeśli jedna ze stron dobrze zarabia i obydwoje stwierdzają, że stać ich na życie z jednej pensji to nawet jeśli będzie to urlop przymusowo dzielony, to zwyczajnie nie wezmą drugiej części, bo nie będzie im się to opłacało. Bez względu na to czy to kobieta czy mężczyzna ma lepszą pracę. Moim zdaniem przymuszanie ludzi nie ma sensu. Trzeba stwarzać takie ramy prawne, które dadzą obywatelom wachlarz możliwości ułatwiających życie, bez mówienia, co i jak robić powinni.

 

Rozmawiała Agnieszka Krzyżak-Pitura

1 thought on “Jej pojawienie się z dzieckiem w Sejmie wywołało….zdziwienie. A to był dopiero początek.

  1. Jedna i do tego piękna mama w sejmie to atrakcja. Nie wiem jak rozwiązuje problem z płaczem dziecka w czasie nocnych obrad czy późnych głosowań, ale może jej o to nie pytano?
    Potrzebna rozmowa na ten temat. Dużo jeszcze jest do zrobienia w samym prawie i obyczajach

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Hej!

Mamy dla Ciebie sporo ciekawych i przydatnych informacji! Chcesz wiedzieć jakich?
Zapisz się do newslettera! –> KLIK