Close

Czy jesteśmy skazane na lata czekania? Trudny matki powrót do pracy.

Jeśli człowiek stanie z boku i zastanowi się nad tym na spokojnie, na rozum, bez emocji, to generalnie ciężko zrozumieć dlaczego w XXI wieku, gdy planujemy załogowe podróże na Marsa, nie poradziliśmy sobie z tak podstawowych – wydawać by się mogło – zagadnieniem społecznym, jak powszechna, dostępna i dobra opieka dla dzieci.

Z drugiej strony, naukowcy twierdzą, że płace kobiet i mężczyzn zrównają się dopiero w 2086 r. (sic!), a kobiety nadal – mimo lepszego wykształcenia i większych od mężczyzn ambicji zawodowych – znikają z rynku pracy (zaledwie 64% z nich w wieku produkcyjnym jest aktywnych zawodowo). Nie oznacza to jednak, że nie pracują! Średnio rocznie pracują 30 dni więcej niż mężczyźni. Widzicie w tym jakąś logikę?

Czy jesteśmy skazane na lata czekania?

Celowo i z determinacją piszę “skazane”. Bo to na kobietach spoczywają te wszystkie trudne i ciężkie aspekty macierzyństwa. Używając tego sformułowania mam na myśli całą troskę związaną z gimnastyką godzenia pracy i opieki nad dzieckiem. Głowienia się i zastanawiania co zrobić z ukochanym maluchem, gdy już kończy nam się urlop macierzyński (bo nie oszukujmy się – faceci zazwyczaj po prostu idą do pracy). Nastawianiem przypomnienia w telefonie na kilka godzin po porodzie, aby dokonać zapisu do publicznego żłobka (chociaż i tak zazwyczaj kończy się to gorzkim rozczarowaniem z cyklu 330 miejsce na liście). Wartościowaniem swojej więzi matczynej z młodym obywatelem i przeliczania czy pensja starczy na coś więcej niż tylko opiekunkę i czy w ogóle ten powrót do pracy to się opłaca?

Infrastruktura żłobkowa jest konieczna. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale jest też droga i czasochłonna. Przy obecnym poziomie dostępu do opieki dla dzieci do lat 3. – tylko 39% gmin posiada jakąkolwiek instytucjonalną ofertę opieki dla maluchów – zajmie nam jeszcze dobrych kilka lat, aby stworzyć taką sieć, która będzie odpowiadała na potrzeby wszystkich rodziców.

No można załamać ręce i czekać. Ale są też inne rozwiązania, które mogą rodzicom – a właściwie to matkom – wyjść na przeciw. Wydawało by się, że znalezienie sposobu na powrót do pracy, spokojnej o swoje dziecko, matki leży w interesie nas wszystkich. Gmin – bo będą miały większe przychody z podatków dochodowych i nie tylko. Państwa – bo zyska wkład w postaci podatku od towarów i usług zakupionych przez matki pracujące, a gospodarka ruszy, bo pieniądze zaczną płynąć od czynnego zawodowo obywatela i konsumenta. Społeczeństwa – bo pracujący rodzice zazwyczaj dają wzorce, dzięki którym ich dzieci w przyszłości też są czynne zawodowo, a maluch w gronie rówieśników rozwija wiele niezbędnych u dorosłego kompetencji społecznych. Dlaczego więc władze lokalne i rządowe tak niewiele robią, aby szukać alternatyw dla drogiej i czasochłonnej budowy żłobków?? (które budowane być powinny, żeby nie było!)

Na co możesz liczyć w swojej gminie?

Bon żłobkowy jest przykładem rozwiązania, które może zostać wdrożone właściwie z dnia na dzień i z dnia na dzień wycofane – gdy w końcu już żłobki zostaną wybudowane i dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Ale nadal niewiele gmin je wprowadza. Dopłata do prywatnej placówki lub niani pozwala matkom na powrót do pracy przy zachowaniu rozsądnych proporcji w budżecie domowym. A, że sektor prywatny zawsze elastyczniej reaguje na potrzeby rynku, może odpowiedzieć dość szybko na potrzeby zapewnienia miejsc dla maluchów.

Niedawno boż żłobkowy, praktycznie bez żadnych ograniczeń dla chętnych, wprowadziła podwarszawska gmina Marki. Jeśli tylko odprowadzasz podatki w Wołominie możesz skorzystać z 300 zł. miesięcznej dopłaty do prywatnej opieki. Żłobka, klubiku, niani, dziennego opiekuna – wybór należy do rodzica. Mało tego! Marki zdecydowały, że bon będzie również dostępny dla rodziców uczących się i bezrobotnych! Taki o to nowatorski pomysł! Dlaczego? Bo rodzic bezrobotny nie znajdzie pracy nie mając opieki nad dzieckiem! A student nie pogodzi studiów z opieką nad maluchem! A, że w interesie gminy jest zarówno aktywizacja zawodowa bezrobotnych, jak i kształcenie swoich mieszkańców, no to czemu nie wesprzeć ich w takim zakresie. Innowacyjne? A jakże – na skalę krajową. Proste? Jeszcze bardziej.

Mam głębokie przekonanie, że nadszedł najwyższy czas na to, aby temat braku dostępu do opieki nad dziećmi stał się tematem debaty narodowej. Przez duże D.

Czas, by kobiety głośno zaczęły mówić o tym, że brak możliwości oddania dziecka pod opiekę w dobre ręce to odbieranie im szansy na rozwój zawodowy, godną pracę i płacę, a w przyszłości godne emerytury! Czas, abyśmy zaczęli wymagać od władz wprowadzenia rozwiązań, które pozwolą nam na dokonanie realnego wyboru, związanego z pracą i macierzyństwem (o wyborze jaki mają matki pisaliśmy TU).

Bo szanowni Państwo. Jeśli młodzi rodzice – matki – nadal będą pozostawione same sobie w tej ogromnej odpowiedzialności jaką jest zorganizowanie opieki dla dzieci przy ograniczonych zasobach i możliwościach, w tym kraju nigdy nie będzie rodziło się więcej dzieci!

 

Tekst:
Agnieszka Krzyżak-Pitura

 


Źródła:

  • dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, 2018.
  • Międzynarodowa Organizacja Pracy, 2015.
  • UP Warszawa, 2016.
  • World Economic Forum.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Co każdy rodzic powinien wiedzieć?

 

  • jak bezpiecznie i przyjemnie dojechać tam gdzie chce;
  • jak ciekawie spędzić weekend;
  • gdzie zjeść rodzinny obiad lub wypić kawę;
  • do jakiego muzeum można wjechać wózkiem
  • który pracodawca pozwoli przyjść z dzieckiem do pracy.

To i wiele więcej wprost na Twoją skrzynkę!

ZAPISZ SIE!